♂♀ Dollhouse
♂♀ Dollhouse
Niech bóg Reita ma was w swojej opiece.
odwiedzin:
Tak, wiem, że zaniedbuję. Ale mam misję na ps...
poniedziałek, 8 lutego 2010 00:36:44Uruha byłaby padła na twarz, gdyby nie stała tak blisko drzwi. Zderzyła się z nimi, wahnęła i usiadła na tyłku.
- Szlag...
Chyba jej się wydawało? ON?! Przecież nikt nie byłby tak głupi...
Przypomniała sobie, że ma siostrzenicę imieniem Maruko.
No dobrze, może ktoś dostatecznie głupi by się znalazł, ale wciąż... TO nie miało prawa się stać!
Ciotka Uruha nie przejawiała nigdy wielkiego sentymentu do strategicznego myślenia. Poderwała się na równe nogi, rzuciła krótko do rozespanej Ichigo:
- NIE WAŻ SIĘ STĄD RUSZAĆ, WYWŁOKO!
...i wybiegła z mieszkania, niemal tratując na schodach zaskoczonego Rukisława.
Maruko
Nienienienienienie! To nie-moż-liiiwe! ON WRÓCIŁ.
- Nie jedz mnie!!! - wydarłam się tylko, zanim padłam na twarz. Podciął mi nogi! Na odległość!
Podniosłam się, znowu padłam, zaczęłam pełzać w stronę płotu, który - jak na złość - zaczął sie oddalać! Aaaaaa! Jestem [porównywalnie] za młoda, żeby umierać! Zerknęłam za siebie, przetaczając się niezdarnie przez jakieś chaszcze i strzaskaną płytę.
Siedział tam, przyczajony na krawedzi dachu Kapliczki i przygladał mi się z uprzejmym zainteresowaniem. Dzieliło nas może z dwadzieścia metrów, ale wyraźnie czułam, że trzyma mnie za nogę! Beznosy Bożek Cmentarny Reita, we własnej osobie!
- Nie zjem cię - powiedział Reita. - Na razie nie jestem głodny.
Kiwnął palcem i to, co trzymało mnie za nogę, zaczęło ciągnąć, włócząc mnie przez mogiły i chaszcze wprost do drzwi kaplicy. Próbowałam stawiać opór, ale dało to jedynie ten skutek, że straciłam paznokcie.
- A kysz!!! Apage!!! MAM KOLEGÓW, NIE POKAZUJ SIĘ NA MOJEJ ULICY!!! - Darłam się w najlepsze i drzeć się tak mogłam do upojenia. Zamaskowany bóg Reita gapił sie tylko, ale mogłabym przysiąc, że pod tą chustą na twarzy śmiał się wrednie. O! Świecie, świecie, ZA CO mnie to spotyka?! No dobrze, tak między Reitą, a prawdą, to ja go jakby... tego... przypadkiem kiedyś wypuściłam na ten Cmentarz.
*chwila ciszy*
Ale udało mi się go szczęśliwie zamknąć w krypcie Kaplicy i nie rozumiem, jakim prawem to bydle znowu buszuje na wolności?!
- KTO CIĘ WYPUŚCIŁ?!
Zamaskowany upiór spłynął z gracją na stopnie kaplicy i chwycił moje tlenione kłaki. Myślałam, że teraz dźwignie mnie i postawi na nogi, ciągnąc za koafiurę... Niech tylko spróbuje! Bóg, czy nie - przegryzę mu aortę!!!
Ale nie. Obrócił tylko moją głowę, aż mi w kręgach zachrzęściło. Zobaczyłam. Zrozumiałam.
Na pobliskim nagrobku siedział Shinya i wiązał sznurówki. Moje wrzaski ucichły, co musiało zwrócić jego uwagę, bo uniósł głowę...
...i pomachał mi ręką, uśmiechnięty przesłodko.
...
Pomachał. Shinya. Wypuścił REITĘ na wolność i głupio się do mnie uśmiecha.
...
O ŚWIĘTA MAMONO!
Są takie chwile, w których człowiek naprawdę, ale to naprawdę żałuje, że z wszystkich żyjących tylko Mana potrafi zabijać wzrokiem.
Kyo
...spadł z łóżka i huknął porządnie głową o brzeg pobliskiej szafki. Zamroczyło go na moment. Leżąc z twarzą w dywanie, próbował sobie przypomnieć, co go obudziło. Śniło mu się coś... Ze zgrozą uświadomił sobie, że śniła mu się Maruko, a to już samo przez się było co najmniej podejrzane.
Podniósł się, rozejrzał po pokoju. Otaczał go całkiem niewinny bałagan, wszystko leżało nie tam, gdzie powinno, czyli tam, gdzie wszystko zostawił. Dla pewności wyjrzał przez okno. Ulica w dole opustoszała już dawno, padał śnieg i nic nie wzkazywało na to, żeby akurat rozgrywał się jakiś dramat.
Mimo to można było wyczuć Atmosferę. Kyo zirytował się trochę. No dobrze, może załapał to i owo od Uruhy, i jeszcze wczoraj panoszył się jako Władca Ciemności, ale wrócił do domu i wolałby nie odczuwać żadnych tajemniczości.
Nadąsany, wrócił do łóżka.
Wytrzymał tak kilka sekund, znowu wstał.
No dobra. Ale tylko na chwilę! Rozejrzy się i zaraz wróci... Chciał włączyć światło, ale lampa zamrugała tylko i zgasła. Wydało mu się, że w tym samym momemcie zrobiło się ciemniej również na zewnątrz. No cóż. Może elektrownia też czuje Nastrój.
Ubrał się po ciemku i wyszedł, mamrocąc inwektywy pod adresem Many. Wredny nietoperz zrobił mu coś z głową i Kyo nie był pewien, czy chce wiedzieć, co konkretnie.
Ichigo wabi Rukisława
Ichigo ziewnęła szeroko, przetarła ślepia, rozmazując makijaż w dwie różowo-czarne smugi i usiadła. Rozejrzała się po mieszkaniu Uruhy i od razu uznała, że nie jest to właściwe lokum dla gwiazdy. Maluśki przedpokój, duży pokój, połowę mniejszy od jej garderoby - wychyliła się trochę - aha, mała kuchnia, jeszcze jakiś mniejszy pokój. Wszystko to zawalone niewyobrażalną ilością mebli, mebelków. Na meblach i mebelkach wszelkiego rodzaju duperele - pamiątki z wielu podróży.
W zasadzie były to pamiątki po wielu narzeczonych, ale tego Ichigo nie musiała wiedzieć.
- Heloł...? - zapytała z angielska, na wypadek, gdyby w mieszkaniu przebywała jakaś istota godna tego, by przed nią szpanować.
Cisza.
No dobrze, coś trzeba ze sobą zrobić. W ogóle nie pamiętała podróży do tego dziwnego miejsca i to już wystarczająco działało jej na nerwy. W głowie układała rozpaczliwe odpowiedzi do wywiadu, jakiego niechybnie udzieli, gdy już media oszaleją z troski nad porwaną i cudownie przywróconą szołbiznesowi Ichigo. Kiedy tylko wróci. Porwanie porwaniem, trauma traumą, ale kasę trzeba robić.
Z pewnym niedowierzaniem odkryła, że obejście połowy mieszkania zajęło jej jakieś dwie minuty. Znalazła łazienkę, weszła... I szybko wyszła, żeby się uspokoić.
Uruha ma ten szczególny talent, że mogłaby zamienić w klaustrofobiczną przestrzeń nawet halę sportową - zwyczajnie kumulując kosmetyki. Może jako bałaganiara nie powinnam się wypowiadać, ale ciotka naprawdę przegina z przysłowiową zawartoscią babskiej torebki. A torebkę często opróżnia w łazience, metodą obrócenia do góry dnem.
Przemogła się, weszła do środka, powyciągała ze zlewu wszystkie przypadkiem tam wrzucone przedmioty i spróbowała umyć twarz tak, żeby niczego nie strącić. Gdybym to była ja, zgarnęłabym wszystko na podłogę i miażdżyła z lubością obuwiem, ale ja znam moją ciocię i jedyne, czego by mi nie wybaczyła, to naruszenie jej fryzury. Coś podobnego nigdy nie przyszło mi do głowy, nie tknęłabym jej fryzury najmniejszym palcem - mogłabym się przykleić...
Tymczasem Ichigo wcale nie znała mojej cioci i chwilowo przestała marzyć o prysznicu.
Równolegle Rukisław, jak to Rukisław, wpadł na genialny [ehm, ehm...] pomysł. Zauważył, że Uruha - to naprawdę w jej stylu - nie zamknęła znowu drzwi na klucz i pognała w nieznane. Rukisław postanowił więc wejść do jej mieszkania... W końcu co najgorszego może mu zrobić? Poza zamienieniem w coś paskudnego, na przykład.
klin/jak dla mnie, to nie musiałaby się specjalnie wysilać, bo już dawno ktoś go zamienił... koleś musi mieć w żyłach trochę tuszu z Xeroxa, jak ciotkę kocham!\klin
Przed godziną - Miyavina Reloaded!
Miyavi obudził się w zupełnej ciemności, było mu cokolwiek duszno. I niewygodnie. Pamiętał, że... Pamiętał... Była impreza. To na pewno. A później...
Spróbował się zorientować w obecnym położeniu i ze zgrozą stwierdził, że leży w podłużnej skrzyni, wyłożonej...
Bez namysłu pchnął wieko i wyskoczył z trumny jak poparzony. Odwrócił się szybko, starając się nie przyglądać - mogło się okazać, że trumna była już używana, zanim do niej trafił...
- ...Maruko?! - zawołał niepewnie w pustkę.
Ten kretyn zawsze myśli, że jestem sprawcą każdego lokalnego kataklizmu. Fakt, że akurat w dziewięciu przypadkach na pięć ma rację, nie ma tutaj najmniejszego znaczenia!
- Nie ma jej tu - odpowiedział ktoś zza stosów trumien. - Na razie.
Miyavi może nie jest przeraźliwie inteligentny, ale szybko skojarzył kilka faktów: że jest sam, że - tylko jakim cudem?! - tkwi w jakiejś krypcie i wreszcie - że to na pewno znowu wina tej cholernej Maruko!
Usłyszał kilka głuchych stąpnięć. Ktoś za jego plecami chodził sobie po starych trumnach. I mówił:
- ...właściwie nic do ciebie nie mam, rozumiesz... Ale wiesz, kiedy już przykleją ci łatkę wrednego upiora, to musisz dbać o swój wizerunek. I tak sobie myślę... Maruko mogłaby już nie zobaczyć braciszka, to byłoby w moim stylu, nie uważasz?
Miyavi zemdlał.
- ...ale z drugiej strony... - ciągnął niewzruszony Reita, ogladając paznokcie - ...z drugiej strony, chyba za bardzo by się ucieszyła, gdyby została jedynaczką. Nie zajmuję się dobrymi uczynkami, spełnianiem marzeń, ani podobnymi duperelami...
Miyavi - ze zrozumiałych przyczyn - powstrzymał się od komentarza.
Reita zerknął od niechcenia na leżącą bezwładnie ofiarę losu, znowu obejrzał swoje paznokcie. Co za czasy, nawet lakiery do paznokci nie są takie, jak kiedyś...
Ehm.
Ten kanciasty paszczur, Maruko, lubi sentymentalne powroty do swoich durnych blogów, tak? Zawsze wywlecze wszystko to, o czym wszystkim udało się już szczęśliwie zapomnieć. No, to się bardzo dobrze składa...
Reita pstryknął palcami.
W zasadzie nic się nie zmieniło... Pozornie.
Godzinę później, w chwili, kiedy usiłowałam wybić zęby Shinyi siłą spojrzenia, obudził się...
Nie.
Tak, to straszne.
Obudziła się lateksolubna Miyavi, moja [podmieniona w szpitalu! mówię wam, że tak było!!!] młodsza [no o tym mówię...] siostrzyczka!!!*
*w poprzedniej wersji JRXC Miyavi zaczynała jako moja milusia, Manopodobna siostrzyczka. która stała się Antychrystem, ale na krótko. koniec końców pozostała facetem. co jest - to chyba oczywiste? - kpiną z wizerunku Miyaviego i jego ewolucji przez lata. ostatecznie, mogę to zrobić też w drugą stronę, albo w poprzek, to moje opko. *wzrusza chudymi ramionkami* tak to jest, kiedy się człowiek bawi w rimejki własnego bloga...
Tym wstrząsającym zwrotem akcji [i płci] zakończymy.
Czy Reita mnie zje?
Czy Kyo zdoła się uwolnić od strasznego uroku? Tak na marginesie, to współczuję mu za każdym razem, kiedy spojrzę w lustro. Mana jest podły, podły!
No właśnie, czy Mana ruszy cztery litery i włączy się do akcji?
I kto zeżarł moje ciasteczka, chciałabym wiedzieć, dziękuję bardzo.
To i wiele gorszych w następnym odcinku!
*ucieka przed stadem żądnych krwi czytelników*

noł łeeej...
- Szlag...
Chyba jej się wydawało? ON?! Przecież nikt nie byłby tak głupi...
Przypomniała sobie, że ma siostrzenicę imieniem Maruko.
No dobrze, może ktoś dostatecznie głupi by się znalazł, ale wciąż... TO nie miało prawa się stać!
Ciotka Uruha nie przejawiała nigdy wielkiego sentymentu do strategicznego myślenia. Poderwała się na równe nogi, rzuciła krótko do rozespanej Ichigo:
- NIE WAŻ SIĘ STĄD RUSZAĆ, WYWŁOKO!
...i wybiegła z mieszkania, niemal tratując na schodach zaskoczonego Rukisława.
Maruko
Nienienienienienie! To nie-moż-liiiwe! ON WRÓCIŁ.
- Nie jedz mnie!!! - wydarłam się tylko, zanim padłam na twarz. Podciął mi nogi! Na odległość!
Podniosłam się, znowu padłam, zaczęłam pełzać w stronę płotu, który - jak na złość - zaczął sie oddalać! Aaaaaa! Jestem [porównywalnie] za młoda, żeby umierać! Zerknęłam za siebie, przetaczając się niezdarnie przez jakieś chaszcze i strzaskaną płytę.
Siedział tam, przyczajony na krawedzi dachu Kapliczki i przygladał mi się z uprzejmym zainteresowaniem. Dzieliło nas może z dwadzieścia metrów, ale wyraźnie czułam, że trzyma mnie za nogę! Beznosy Bożek Cmentarny Reita, we własnej osobie!
- Nie zjem cię - powiedział Reita. - Na razie nie jestem głodny.
Kiwnął palcem i to, co trzymało mnie za nogę, zaczęło ciągnąć, włócząc mnie przez mogiły i chaszcze wprost do drzwi kaplicy. Próbowałam stawiać opór, ale dało to jedynie ten skutek, że straciłam paznokcie.
- A kysz!!! Apage!!! MAM KOLEGÓW, NIE POKAZUJ SIĘ NA MOJEJ ULICY!!! - Darłam się w najlepsze i drzeć się tak mogłam do upojenia. Zamaskowany bóg Reita gapił sie tylko, ale mogłabym przysiąc, że pod tą chustą na twarzy śmiał się wrednie. O! Świecie, świecie, ZA CO mnie to spotyka?! No dobrze, tak między Reitą, a prawdą, to ja go jakby... tego... przypadkiem kiedyś wypuściłam na ten Cmentarz.
*chwila ciszy*
Ale udało mi się go szczęśliwie zamknąć w krypcie Kaplicy i nie rozumiem, jakim prawem to bydle znowu buszuje na wolności?!
- KTO CIĘ WYPUŚCIŁ?!
Zamaskowany upiór spłynął z gracją na stopnie kaplicy i chwycił moje tlenione kłaki. Myślałam, że teraz dźwignie mnie i postawi na nogi, ciągnąc za koafiurę... Niech tylko spróbuje! Bóg, czy nie - przegryzę mu aortę!!!
Ale nie. Obrócił tylko moją głowę, aż mi w kręgach zachrzęściło. Zobaczyłam. Zrozumiałam.
Na pobliskim nagrobku siedział Shinya i wiązał sznurówki. Moje wrzaski ucichły, co musiało zwrócić jego uwagę, bo uniósł głowę...
...i pomachał mi ręką, uśmiechnięty przesłodko.
...
Pomachał. Shinya. Wypuścił REITĘ na wolność i głupio się do mnie uśmiecha.
...
O ŚWIĘTA MAMONO!
Są takie chwile, w których człowiek naprawdę, ale to naprawdę żałuje, że z wszystkich żyjących tylko Mana potrafi zabijać wzrokiem.
Kyo
...spadł z łóżka i huknął porządnie głową o brzeg pobliskiej szafki. Zamroczyło go na moment. Leżąc z twarzą w dywanie, próbował sobie przypomnieć, co go obudziło. Śniło mu się coś... Ze zgrozą uświadomił sobie, że śniła mu się Maruko, a to już samo przez się było co najmniej podejrzane.
Podniósł się, rozejrzał po pokoju. Otaczał go całkiem niewinny bałagan, wszystko leżało nie tam, gdzie powinno, czyli tam, gdzie wszystko zostawił. Dla pewności wyjrzał przez okno. Ulica w dole opustoszała już dawno, padał śnieg i nic nie wzkazywało na to, żeby akurat rozgrywał się jakiś dramat.
Mimo to można było wyczuć Atmosferę. Kyo zirytował się trochę. No dobrze, może załapał to i owo od Uruhy, i jeszcze wczoraj panoszył się jako Władca Ciemności, ale wrócił do domu i wolałby nie odczuwać żadnych tajemniczości.
Nadąsany, wrócił do łóżka.
Wytrzymał tak kilka sekund, znowu wstał.
No dobra. Ale tylko na chwilę! Rozejrzy się i zaraz wróci... Chciał włączyć światło, ale lampa zamrugała tylko i zgasła. Wydało mu się, że w tym samym momemcie zrobiło się ciemniej również na zewnątrz. No cóż. Może elektrownia też czuje Nastrój.
Ubrał się po ciemku i wyszedł, mamrocąc inwektywy pod adresem Many. Wredny nietoperz zrobił mu coś z głową i Kyo nie był pewien, czy chce wiedzieć, co konkretnie.
Ichigo wabi Rukisława
Ichigo ziewnęła szeroko, przetarła ślepia, rozmazując makijaż w dwie różowo-czarne smugi i usiadła. Rozejrzała się po mieszkaniu Uruhy i od razu uznała, że nie jest to właściwe lokum dla gwiazdy. Maluśki przedpokój, duży pokój, połowę mniejszy od jej garderoby - wychyliła się trochę - aha, mała kuchnia, jeszcze jakiś mniejszy pokój. Wszystko to zawalone niewyobrażalną ilością mebli, mebelków. Na meblach i mebelkach wszelkiego rodzaju duperele - pamiątki z wielu podróży.
W zasadzie były to pamiątki po wielu narzeczonych, ale tego Ichigo nie musiała wiedzieć.
- Heloł...? - zapytała z angielska, na wypadek, gdyby w mieszkaniu przebywała jakaś istota godna tego, by przed nią szpanować.
Cisza.
No dobrze, coś trzeba ze sobą zrobić. W ogóle nie pamiętała podróży do tego dziwnego miejsca i to już wystarczająco działało jej na nerwy. W głowie układała rozpaczliwe odpowiedzi do wywiadu, jakiego niechybnie udzieli, gdy już media oszaleją z troski nad porwaną i cudownie przywróconą szołbiznesowi Ichigo. Kiedy tylko wróci. Porwanie porwaniem, trauma traumą, ale kasę trzeba robić.
Z pewnym niedowierzaniem odkryła, że obejście połowy mieszkania zajęło jej jakieś dwie minuty. Znalazła łazienkę, weszła... I szybko wyszła, żeby się uspokoić.
Uruha ma ten szczególny talent, że mogłaby zamienić w klaustrofobiczną przestrzeń nawet halę sportową - zwyczajnie kumulując kosmetyki. Może jako bałaganiara nie powinnam się wypowiadać, ale ciotka naprawdę przegina z przysłowiową zawartoscią babskiej torebki. A torebkę często opróżnia w łazience, metodą obrócenia do góry dnem.
Przemogła się, weszła do środka, powyciągała ze zlewu wszystkie przypadkiem tam wrzucone przedmioty i spróbowała umyć twarz tak, żeby niczego nie strącić. Gdybym to była ja, zgarnęłabym wszystko na podłogę i miażdżyła z lubością obuwiem, ale ja znam moją ciocię i jedyne, czego by mi nie wybaczyła, to naruszenie jej fryzury. Coś podobnego nigdy nie przyszło mi do głowy, nie tknęłabym jej fryzury najmniejszym palcem - mogłabym się przykleić...
Tymczasem Ichigo wcale nie znała mojej cioci i chwilowo przestała marzyć o prysznicu.
Równolegle Rukisław, jak to Rukisław, wpadł na genialny [ehm, ehm...] pomysł. Zauważył, że Uruha - to naprawdę w jej stylu - nie zamknęła znowu drzwi na klucz i pognała w nieznane. Rukisław postanowił więc wejść do jej mieszkania... W końcu co najgorszego może mu zrobić? Poza zamienieniem w coś paskudnego, na przykład.
klin/jak dla mnie, to nie musiałaby się specjalnie wysilać, bo już dawno ktoś go zamienił... koleś musi mieć w żyłach trochę tuszu z Xeroxa, jak ciotkę kocham!\klin
Przed godziną - Miyavina Reloaded!
Miyavi obudził się w zupełnej ciemności, było mu cokolwiek duszno. I niewygodnie. Pamiętał, że... Pamiętał... Była impreza. To na pewno. A później...
Spróbował się zorientować w obecnym położeniu i ze zgrozą stwierdził, że leży w podłużnej skrzyni, wyłożonej...
Bez namysłu pchnął wieko i wyskoczył z trumny jak poparzony. Odwrócił się szybko, starając się nie przyglądać - mogło się okazać, że trumna była już używana, zanim do niej trafił...
- ...Maruko?! - zawołał niepewnie w pustkę.
Ten kretyn zawsze myśli, że jestem sprawcą każdego lokalnego kataklizmu. Fakt, że akurat w dziewięciu przypadkach na pięć ma rację, nie ma tutaj najmniejszego znaczenia!
- Nie ma jej tu - odpowiedział ktoś zza stosów trumien. - Na razie.
Miyavi może nie jest przeraźliwie inteligentny, ale szybko skojarzył kilka faktów: że jest sam, że - tylko jakim cudem?! - tkwi w jakiejś krypcie i wreszcie - że to na pewno znowu wina tej cholernej Maruko!
Usłyszał kilka głuchych stąpnięć. Ktoś za jego plecami chodził sobie po starych trumnach. I mówił:
- ...właściwie nic do ciebie nie mam, rozumiesz... Ale wiesz, kiedy już przykleją ci łatkę wrednego upiora, to musisz dbać o swój wizerunek. I tak sobie myślę... Maruko mogłaby już nie zobaczyć braciszka, to byłoby w moim stylu, nie uważasz?
Miyavi zemdlał.
- ...ale z drugiej strony... - ciągnął niewzruszony Reita, ogladając paznokcie - ...z drugiej strony, chyba za bardzo by się ucieszyła, gdyby została jedynaczką. Nie zajmuję się dobrymi uczynkami, spełnianiem marzeń, ani podobnymi duperelami...
Miyavi - ze zrozumiałych przyczyn - powstrzymał się od komentarza.
Reita zerknął od niechcenia na leżącą bezwładnie ofiarę losu, znowu obejrzał swoje paznokcie. Co za czasy, nawet lakiery do paznokci nie są takie, jak kiedyś...
Ehm.
Ten kanciasty paszczur, Maruko, lubi sentymentalne powroty do swoich durnych blogów, tak? Zawsze wywlecze wszystko to, o czym wszystkim udało się już szczęśliwie zapomnieć. No, to się bardzo dobrze składa...
Reita pstryknął palcami.
W zasadzie nic się nie zmieniło... Pozornie.
Godzinę później, w chwili, kiedy usiłowałam wybić zęby Shinyi siłą spojrzenia, obudził się...
Nie.
Tak, to straszne.
Obudziła się lateksolubna Miyavi, moja [podmieniona w szpitalu! mówię wam, że tak było!!!] młodsza [no o tym mówię...] siostrzyczka!!!*
*w poprzedniej wersji JRXC Miyavi zaczynała jako moja milusia, Manopodobna siostrzyczka. która stała się Antychrystem, ale na krótko. koniec końców pozostała facetem. co jest - to chyba oczywiste? - kpiną z wizerunku Miyaviego i jego ewolucji przez lata. ostatecznie, mogę to zrobić też w drugą stronę, albo w poprzek, to moje opko. *wzrusza chudymi ramionkami* tak to jest, kiedy się człowiek bawi w rimejki własnego bloga...
Tym wstrząsającym zwrotem akcji [i płci] zakończymy.
Czy Reita mnie zje?
Czy Kyo zdoła się uwolnić od strasznego uroku? Tak na marginesie, to współczuję mu za każdym razem, kiedy spojrzę w lustro. Mana jest podły, podły!
No właśnie, czy Mana ruszy cztery litery i włączy się do akcji?
I kto zeżarł moje ciasteczka, chciałabym wiedzieć, dziękuję bardzo.
To i wiele gorszych w następnym odcinku!
*ucieka przed stadem żądnych krwi czytelników*

noł łeeej...
Komentarze (2) Dodaj